Podstawowe etapy żałoby według Kübler-Ross – i dlaczego Twoja może wyglądać inaczej.

etapy żałoby, świeca, pamięć

Prawdopodobnie słyszałeś już o pięciu etapach żałoby. Zaprzeczenie, gniew, targowanie się, depresja, akceptacja. Brzmi znajomo. Może nawet próbowałeś dopasować swój ból do tej listy i sprawdzić, na którym etapie jesteś.

I właśnie tu czasami zaczyna się problem.

Bo jeśli Twoja żałoba nie wygląda jak ta lista, możesz pomyśleć, że coś z Tobą nie tak. Że „źle” przeżywasz. Że jesteś za słaby albo za mocny. Że powinieneś być już gdzie indziej. – Nie jest i zaraz wyjaśnię dlaczego.

Kim była Kübler-Ross i skąd wziął się ten model.

Elisabeth Kübler-Ross była szwajcarsko-amerykańską psychiatrą. W 1969 roku opublikowała książkę „On Death and Dying” i w tej jednej publikacji zmieniła sposób, w jaki cały zachodni świat mówi o śmierci i stracie. Magazyn Time uznał ją za jedną ze stu najważniejszych myślicieli XX wieku.

Ale jest coś, czego większość ludzi nie wie.

Podstawowe etapy żałoby nie powstał z badań nad osobami po stracie. Powstał z obserwacji terminalnie chorych pacjentów. Kübler-Ross rozmawiała z ludźmi, którzy sami umierali i opisywała to, co widziała u nich, nie u ich bliskich po stracie.

Dopiero w 2005 roku, na kilka miesięcy przed własną śmiercią, przeniosła ten model na doświadczenie żałoby po utracie bliskiej osoby. Co więcej, sama Kübler-Ross podkreślała, że etapy nie muszą przebiegać po kolei. Że można niektóre pominąć, wrócić do poprzednich, przeskakiwać między nimi. Że to nie jest mapa do wypełnienia krok po kroku.

Etapy żałoby – ile może być naprawdę?

Pięć to liczba, którą wszyscy znają. Ale pełny obraz jest szerszy.

Zarówno w późniejszych pracach samej Kübler-Ross, jak i w rozwinięciach jej modelu przez innych badaczy pojawiają się dwa dodatkowe etapy, które wiele osób w żałobie rozpoznaje jako bardzo prawdziwe.

Pełna lista etapów żałoby wygląda, więc tak:

Szok – pierwszy, zanim zdąży pojawić się, cokolwiek innego. Odrętwienie, niemożność przyjęcia do wiadomości. Umysł robi to, co może, żeby nie paść – zatrzymuje odczuwanie.

Zaprzeczenie – mechanizm obronny, który daje czas na oswojenie się z nową rzeczywistością. Oczekiwanie, że zaraz zadzwoni, że to był błąd, że za chwilę wszystko wróci do normy.

Gniew – jeden z najtrudniejszych, bo często kierowany w nieoczekiwane strony. Na lekarzy, na los, na Boga, na siebie, czasem na samego zmarłego. Gniew, który nie ma gdzie pójść.

Targowanie się – myśli „co mogłem zrobić inaczej”. Gdybym wcześniej zauważył. Gdybyśmy pojechali do innego lekarza. Gdybym tamtego dnia powiedział coś innego. Ten etap potrafi pochłonąć dużo energii, jeśli nie jest świadomie przepracowany.

Depresja – nie kliniczna choroba, ale naturalna, głęboka odpowiedź na stratę. Smutek, który ma prawo być. Wycofanie, zmęczenie, poczucie pustki.

Akceptacja – nie oznacza, że jest dobrze. Oznacza, że zaczynasz żyć z tą rzeczywistością zamiast przeciwko niej. To subtelna, ale ważna różnica.

Nadzieja – etap który model Kübler-Ross często pomija, a który jest prawdziwy. Otwarcie się na to, że życie może mieć dalej sens. Że nowe jest możliwe.

Co mówią nowsze badania?

George Bonanno, profesor psychologii klinicznej z Columbia University, przez ponad 25 lat badał jak ludzie reagują na stratę. Jego wyniki zaskakują wielu.

Większość ludzi po stracie bliskiej osoby wykazuje naturalną odporność. Nie przechodzi przez wszystkie etapy. Adaptuje się szybciej niż zakłada popularna wiedza. I nie dlatego, że nie czuło, ale dlatego, że ludzie mają wbudowane mechanizmy radzenia sobie z utratą.

Badania z 2021 roku opublikowane we Frontiers in Psychology pokazały coś niepokojącego: błędna prezentacja modelu etapów żałoby w internecie prowadzi do tego, że często osoby w żałobie czują się „nieprawidłowe”, jeśli nie przechodzą przez etapy zgodnie z opisem. To jest realna krzywda wyrządzona przez zbyt sztywne traktowanie modelu, który nigdy nie miał być instrukcją.

Twoja żałoba należy do Ciebie. Nie do modelu. To normalne, że możesz potrzebować wsparcia.

Moje etapy żałoby – bo każde mogą być inne.

Moja żona zmarła z powodu choroby. Tę parę miesięcy, to sinusoida nadziei i rozczarowań, chemioterapia, kolejne programy leczenia, okresy, gdy wierzyliśmy z całą rodziną, że to możliwe i okresy, gdy przestawaliśmy wierzyć.

Szok? Trudno nazwać to szokiem, kiedy przez kilka miesięcy wiedziałeś, że to możliwe. Ale jest coś, czego żadna wiedza nie przygotowuje – ten konkretny moment, kiedy już wiesz, że to prawda.

Zaprzeczenie? Nie wiem czy miałem na nie czas. Dzieci wstawały rano i potrzebowały śniadania. To był inny rodzaj kotwicy, niż myślę, że sobie wyobrażałem wcześniej – one dawały mi siłę do wstawania każdego dnia.

Gniew? Tak i był skierowany w różne miejsca, i też klasycznie jak w wielu przypadkach do Boga. Czemu nam nie pomogłeś? Czemu nas zostawiłeś. Dlaczego tak. Jednak kiedy w pewnym momencie przestałem z Nim rozmawiać, dopiero wtedy poczułem naprawdę, co to znaczy być sam.

Targowanie się? Też. Myśli „co mogłem zrobić inaczej” potrafią namieszać w głowie bardziej niż, cokolwiek innego. To był u mnie najkrótszy etap, bo szybko zrozumiałem, że ten wątek trzeba świadomie układać, inaczej pochłonie wszystko to, co zostało.

Depresja? Smutek jest nierozłączny przy takiej stracie. Ale jest coś, czego nauczyłem się z własnego doświadczenia i co potem potwierdziłem w pracy z innymi. Zamiast chodzić, cały dzień z ciężarem i powtarzać sobie „muszę być silny” – trzeba sobie pozwolić na to w konkretnym czasie, np. trzydzieści minut płaczu, wyrzutu żali i energii która miesza w głowie. A potem wstajesz i idziesz dalej. To nie jest ucieczka od żałoby. To jest własna higiena psychiczna.

Akceptacja? Myśl, którą przywoływałem często, patrząc na życie swoje i dzieci: w życiu jest tak, że w jednej chwili może się wszystko posypać, bo nikt nam nie obiecał, że nie. Ale może być też tak, że w jednej chwili może się zdarzyć coś bardzo dobrego. Obie strony są prawdziwe jednocześnie.

Nadzieja? Powiązana z akceptacją. Otwarcie się na inne, nowe życie. W najtrudniejszych momentach miałem dwie myśli, które wyciągały mnie na powierzchnię. Pierwsza to ta o akceptacji powyżej. A druga to słowa z Psalmu 23: „i choćbym szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś przy mnie.”.

Nie musisz być katolikiem, żeby mieć swoją kotwicę. W różnych tradycjach wiary – chrześcijańskiej, żydowskiej, muzułmańskiej, buddyjskiej – istnieją słowa, modlitwy i praktyki które w najtrudniejszych chwilach trzymają człowieka przy ziemi. Ważne, żeby je mieć.

Etapy żałoby nie dotyczą tylko straty bliskiej osoby.

Koniec związku, rozstanie z partnerem – to też jest strata. I też możemy przejść przez te same etapy. Szok, że to się skończyło. Zaprzeczenie, że naprawdę. Gniew. Targowanie się myślami „co mogłem zrobić inaczej”. Smutek. I powoli, akceptacja i nadzieja. To też czas kiedy potrzeba wsparcia w życiu.

Różnica jest w intensywności i w tym, że przy rozstaniu często nie ma przestrzeni społecznej na żałobę. Po śmierci bliskiej osoby otoczenie rozumie i daje czas. Po rozstaniu – rzadziej. A ból bywa równie realny i równie dezorganizujący.

Czego model Kübler-Ross, Ci nie powie?

Nie powie, że musisz przejść przez wszystkie etapy. Nie powie, że muszą być po kolei. Nie powie, że jeśli nie czujesz gniewu coś jest z Tobą nie tak. Nie powie, że jeśli czujesz gniew jesteś na „złym” etapie. Nie powie, że akceptacja to koniec i że po niej już jest tylko lepiej.

Model dał nam język do opisania żałoby i to jest jego prawdziwa wartość. Ale zbyt sztywno stosowany rani. Twoja żałoba może być chaotyczna. Może pominąć niektóre etapy. Może do nich wracać w zupełnie nieoczekiwanym momencie – przy zapachu, piosence, dacie w kalendarzu. To jest normalne. To jest ludzkie.

Nie musisz przez to przejść zgodnie z żadną listą. Ale musisz przez to przejść, ważne, aby po swojemu, w swoim tempie.

Jeśli chcesz porozmawiać o tym, gdzie jesteś i co możesz z tym zrobić, napisz lub zadzwoń. Pierwsza rozmowa jest bezpłatna i niezobowiązująca.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Ta treść jest chroniona prawem autorskim © Artur Kubis
Przewijanie do góry