Jest osiemnasta, komputer teoretycznie można zamknąć – a Ty i tak nie schodzisz z obrotów. Bo przecież jeszcze jeden telefon, jeszcze jedna wiadomość, jeszcze jeden temat, który „tylko Ty ogarniesz”. Znasz to?
Napęd, który nie współdzieli ruchu.
Małą i średnią firmę można porównać do samochodu hybrydowego. Na starcie właściciel jest jedynym napędem, bo inaczej się nie da. Albo jest sam, albo nikt jeszcze nie umie tego, co on chciałbym zrobić. Ludzie, których zebrał, działają na jego pomysłach i jego zleceniach. Dopóki on trwa, auto jedzie. Kiedy on staje, staje wszystko – może nie gaśnie od razu, ale się zatrzymuje.
I tu jest różnica, która zmienia całą resztę. Menedżer na etacie, bywa silnikiem, ale takim na „wypożyczeniu” – ktoś nad nim wyznacza trasę i dolewa paliwa. Właściciel jest silnikiem, nawigacją i paliwem w jednym. Presja, która etatowcowi schodzi z góry, u przedsiębiorcy nie schodzi znikąd. On musi ją wytworzyć – dla siebie i dla innych. Nikt mu jej nie poda.
Dlatego wypalenie zawodowe przedsiębiorcy wygląda trochę inaczej niż wypalenie lidera w korporacji – o którym już kiedyś pisałem. Nad właścicielem nie ma przełożonego, na którego można w duchu zrzucić ciężar. Nie ma HR, do którego można pójść. Nie ma wypłaty, która przyjdzie niezależnie od tego, jaki był miesiąc. Idziesz po tej samej linie co menedżer – tylko wyżej i bez siatki. Bo siatki, czyli etatu, odprawy, działu kadr, nikt pod Tobą nie rozwiesił.
Cicha hybryda na LinkedInie.
Popatrz teraz na tę samą hybrydę z zewnątrz. Sunie gładko, prawie bezgłośnie. Wygląda na samobieżną i lekką maszynę. Tak wygląda firma na LinkedInie: „rośniemy”, „rekrutujemy”, „zamknęliśmy świetny kwartał”, zdjęcie z konferencji, uśmiech.
Tyle że pod tym ładnym nadwoziem często nie ma naładowanych akumulatorów. Jest jeden silnik, który wyje już długo na najwyższych obrotach, żeby auto w ogóle jechało. I to jest właśnie utrata kontroli, o której mówi tytuł – nie chaos, nie bałagan na biurku. To bycie jedynym źródłem napędu, którego nie wolno zgasić nawet na jeden wieczór.
Jest jeszcze druga strona. Menedżer może komuś powiedzieć, że ma dość – koledze z działu, przełożonemu, na urlopie. Właściciel nie bardzo ma komu. Pracownikom nie powie, bo się spłoszą lub morale w firmie spadną. Rodzinie też czasem nie powie, ale i tak się to na niej odbija – bo napięcie musi gdzieś ujść, a poza tym często go z tą rodziną po prostu nie ma.
Nie tylko Twój silnik tak wyje.
Te liczby to nie abstrakcja – to codzienność wypalenia zawodowego przedsiębiorcy. Z raportu Nest Banku „Przedsiębiorcy w stanie zagrożenia” wynika, że 96% mikroprzedsiębiorców czuje się przeciążonych pracą, a 73% nie potrafi oddzielić firmy od życia prywatnego. Prawie 7 na 10 doświadczyło w ostatnich latach oznak kryzysu psychicznego, a co trzeci ma objawy depresji. I rzecz, która najbardziej daje do myślenia: 88% z nich wie, że robi coś ważnego. Wiedzą, że są potrzebni. A i tak czują się przeciążeni i niedoceniani.
„Zrobię to szybciej sam”.
Skąd się bierze to, że akumulatory się nie ładują? Nie chodzi tylko o brak czasu na szkolenia, choć i to prawda. Chodzi o coś subtelniejszego.
Właściciel gna z pomysłami. Ma ich kilka jednocześnie i wszystkie na wczoraj. Więc nie zatrzymuje się, żeby usiąść i ułożyć: jak ta robota ma wyglądać, w jakim standardzie. Bo po co? A potem się dziwi, że ktoś zrobił inaczej, niż on to sobie wyobrażał. No tak – ale skąd ten ktoś miał wiedzieć, skoro silnik ani na chwilę nie zwolnił, żeby mu to pokazać?
„Zrobię to szybciej sam” to najdroższe zdanie w słowniku przedsiębiorcy. Raz szybciej. Drugi raz szybciej. A za trzydziestym razem okazuje się, że wciąż robisz to sam – bo nikt się nie nauczył. A kto właściwie uczył? A jak właściwie uczył? Silnik ryczy, baterie stoją puste, auto jedzie dalej na jednym źródle. I dzieje się dokładnie to, co nie powinno; silnik ulega szybszemu wypaleniu.
Wypalenie zawodowe przedsiębiorcy rzadko przychodzi z hukiem. Najpierw odczuwasz dyskomfort. Później frustrację – najczęściej na współpracowników. Kolejno działasz już po prostu na automacie: wstajesz, robisz, idziesz późno spać. Dochodzi drażliwość, której wcześniej nie było. I niedziela wieczór, która smakuje jak poniedziałek rano. To są kontrolki na desce rozdzielczej. Można na nie nakleić czarną taśmę i jechać dalej. Można też potraktować je jak to, czym są – jak sygnał.
Jak naładować akumulatory.
Dobra wiadomość jest taka: z tego się wychodzi. Może to zaskoczyć, ale wychodzi się prawie tak samo, jak układa się pracę dobremu kierownikowi. On boarding. Planowanie. Organizacja. Oddawanie zadań. Monitorowanie zadań. Cykliczne spotkania, na których widać, co działa, a co się sypie.
To wszystko brzmi nudno obok „rośniemy” i „skalujemy”. Ale to jest właśnie skuteczne ładowanie akumulatorów. Każda godzina, którą wkładasz w to, żeby ktoś nauczył się robić coś w Twoim standardzie, to godzina, którą za miesiąc wróci w postaci dwóch wolnych godzin. Mądry właściciel nie tylko produkuje energię, ale pozwala też jechać na zgromadzonej w bateriach. A gdy baterie są na tyle naładowane, że pociągną wtedy silnik przez pewien czas może przestać wyć na wysokich obrotach.
Wiem, co znaczy być jedynym silnikiem w aucie. I wiem, że moment, w którym to widzisz, nie jest końcem – jest miejscem, z którego zaczyna się układanie firmy tak, żebyś wreszcie mógł podziwiać widoki dookoła. Sprawdź, jak wygląda wsparcie w pracy albo od razu umów bezpłatną rozmowę.



