Są w biznesie dwa słowa, na które większość pracowników ma natychmiastową reakcję alergiczną, a czasami palpitacje serca. Pierwsze to „synergia”, a drugie to „motywacja”.
Gdy przełożony przychodzi i ogłasza, że od poniedziałku „podnosimy zaangażowanie w dziale”, ludzie w zespole rzadko czują przypływ nowej energii. Najczęściej wymieniają między sobą szybkie spojrzenia z cyklu: „Ciekawe, co znowu wymyślili, żeby nie dać nam premii albo dorzucić nowych zadań”.
I z jednej strony wcale im się nie dziwię…
Owocowe czwartki na zepsute procesy.
Wielu liderów traktuje motywację jak magiczny proszek, którym wystarczy posypać zespół. Trochę pochwał na forum, plakat z motywacyjnym hasłem w sali konferencyjnej lub w korytarzu przy socjalnym, od święta pizza do biura. A potem wracają do gabinetu i dziwią się, że ludzie nadal robią swoje bez błysku w oku.
Prawda jest prosta: nie da się zmotywować kogoś do szybszej jazdy samochodem, który nie jest przystosowany do szybkiej jazdy. Albo co gorsza, w którym ktoś zaciągnął hamulec ręczny.
Możesz wciskać pedał gazu do dechy, krzyczeć „dajesz, dajesz!” i wysyłać ludzi na szkolenia. Efekt? Dużo dymu, zapach palonej gumy i rosnąca frustracja po obu stronach.
Wyrzuć demotywatory z drogi.
Zanim zadasz sobie pytanie, jak motywować ludzi, musisz zadać sobie pierwsze, znacznie ważniejsze i mniej wygodne pytanie: czy zrobiłeś wszystko, żeby ich nie demotywować?
Budowanie zaangażowania nie zaczyna się od płomiennych przemówień. Zaczyna się od bycia w Gemba – czyli wejścia dokładnie tam, gdzie Twoi ludzie realnie wykonują pracę – o tym pisałem tu.
Największe demotywatory w zespołach rzadko są skomplikowane.
Brak jasnych granic i onboarding robiony „na kolanie”. Gdy nowy pracownik dostaje biurko i słyszy „patrz, jak robi Krzysiek”, zamiast konkretnych oczekiwań, zaczyna działać zachowawczo i po omacku.
Narzędzia, które utrudniają, zamiast pomagać. System zawieszający się pięć razy dziennie albo procedura wymagająca trzech podpisów do kupienia ryzy papieru zabijają zaangażowanie skuteczniej niż brak premii.
Zmienne priorytety i ciągły pożar. Jeśli to, co w poniedziałek było kluczowym sprawdzianem, w środę staje się nieistotnym detalem, człowiek przestaje się starać. Przestawia się na tryb przetrwania.
Ignorowanie absurdów. Kiedy wszyscy widzą, że dany raport trafia prosto do wirtualnego kosza, a lider każe go pisać, bo „od zawsze tak robimy” – szacunek do przełożonego natychmiast spada do zera.
Szacunek do czasu to najlepszy motywator.
Prawdziwa motywacja w pracy nie bierze się z tego, że szef jest miły i rozdaje uśmiechy. Bierze się z jasnej komunikacji, poczucia sprawczości i faktu, że dane zadanie ma sens.
Człowiek chce po prostu dobrze wykonać swoją robotę, zobaczyć jej realny efekt i wrócić do domu bez poczucia, że stracił osiem godzin na walenie głową w korporacyjny mur. Jeśli dasz mu jasne ramy, sprawne narzędzia i przestaniesz co dwa dni zmieniać zdanie – wykonasz 80% pracy motywacyjnej.
Bez tego wszystkie benefity, pakiety medyczne czy owocowe dni są tylko ładnym papierem ozdobnym owiniętym wokół codziennej frustracji.
Jak podjąć konkretne kroki bez wchodzenia w rolę wodzireja.
Jeśli chcesz realnie podnieść poziom zaangażowania w zespole, zrezygnuj z roli motywatora na rzecz lidera, który po prostu usuwa przeszkody.
Zapytaj o bloki, a nie tylko o nastawienie. Zamiast pytać: „Jak tam morale?”, zapytaj wprost: „Co w minionym tygodniu najbardziej przeszkodziło Ci w płynnym wykonaniu pracy?”. I posłuchaj odpowiedzi bez szukania usprawiedliwień.
Wyeliminuj jeden absurd w miesiącu. Znajdź jeden raport, którego nikt nie czyta albo jeden krok w procesie, który nic nie wnosi i po prostu go skasuj. Pokażesz zespołowi, że szanujesz ich czas.
Udzielaj konkretnej informacji zwrotnej. Zapomnij o ogólnikach typu „dobra robota”. Powiedz dokładnie: „Ten raport był przygotowany przejrzyście, dzięki temu na spotkaniu z klientem podjęliśmy decyzję w dziesięć minut”. Człowiek musi wiedzieć, co konkretnie działa.
Sprawdź stan własnego zbiornika. Zmęczony, sfrustrowany lider potrafi jednym zniecierpliwionym prychnięciem zepsuć atmosferę w dziale na cały tydzień. Nie zmotywujesz innych, jeśli sam jedziesz na rezerwie.
Jeśli widzisz, że Twój zespół zwalnia, a Ty zamiast prowadzić ludzi stajesz się strażakiem gaszącym ciągłe pożary – sprawdź, jak wygląda wsparcie w pracy albo od razu umów bezpłatną rozmowę. Poustawiamy te procesy tak, żeby zaangażowanie wynikało z jednolitych zasad, ładu i sensu.



