Pogrzeb w dzisiejszych czasach czasami bywa dziwną uroczystością. Z jednej strony najbardziej osobiste pożegnanie, jakie istnieje. Z drugiej – coraz częściej wydarzenie, które ktoś obserwuje, ocenia i zapamiętuje: kto przyszedł, w czym, kto się pokazał. Wystarczy spojrzeć, jak relacjonuje się pogrzeby znanych osób – czasami więcej tam o strojach i o tym, kto zrobił zdjęcie telefonem niż o człowieku, którego żegnano.
W takim razie jak to jest? Mimo że dwa wyrazy zaczynają się na literę „p” to jednak pokaz znaczy zupełnie coś innego niż pożegnanie.
Bo kiedy żegnasz kogoś swojego, to pytanie przestaje być teoretyczne. Nie organizujesz wtedy wydarzenia. Żegnasz osobę – i robisz to, dźwigając na barkach więcej, niż widać z zewnątrz. Więc niech ten dzień będzie też Twój, niecudzy.
Najpierw zadbaj o siebie.
To brzmi jak ostatnia rzecz, o której się myśli – a powinna być pierwsza. Przez najbliższe dni będziesz załatwiać, dzwonić, ustalać. Łatwo zapomnieć, że sam też potrzebujesz opieki.
Jeśli czujesz, że nie przejdziesz przez ten dzień o własnych siłach – nie ma w tym żadnego wstydu, żeby poprosić o pomoc. Lekarz może przepisać coś, co pozwoli przetrwać najtrudniejsze godziny. Czasem wystarczy coś łagodnego, ziołowego, na uspokojenie. To nie jest słabość ani ucieczka. To jest, jak doraźne zabezpieczenie rany na szlaku, przed wizytą w ambulatorium, tak aby dało się zejść ze szlaku.
Jedz, choćby mało. Pij wodę. Śpij, ile się da. Ciało niesie żałobę razem z głową i też potrzebuje paliwa.
Pożegnanie, które naprawdę żegna.
Nie musisz robić pogrzebu „jak się należy”. Nie ma jednej słusznej formy, przy której ktoś postawi Ci ptaszka. Jest tylko pytanie: co byłoby prawdziwe – dla Ciebie i dla osoby, którą żegnasz?
Może to skrzypek i cicha muzyka w tle, zamiast ciszy przerywanej szeptem. Może ulubiona piosenka zmarłego zamiast żałobnego utworu „bo tak wypada”. Może kilka słów powiedzianych od siebie, a przeczytanych przez kogoś. A może modlitwa w ciszy i skupieniu. To są rzeczy, które sprawiają, że pożegnanie żegna naprawdę, a nie tylko dopełnia formalności.
To samo dotyczy tego, co potem. Stypa albo i nie. Zaproszenie najbliższych na kawę do domu albo i nie. To nie jest kwestia mody ani tego, „co ludzie powiedzą” – tylko tego, jak się czujesz. Jeśli potrzebujesz ludzi wokół – zaproś. Jeśli potrzebujesz ciszy – masz do niej prawo. Ktoś mądry to zrozumie, a na resztę naprawdę nie musisz brać poprawki.
Pogadanka czy modlitwa.
Kondukt, droga za trumną, to nie czas na rozmowy o pogodzie, czy o tym, co po. To moment, który można oddać zmarłemu – choćby cichą modlitwą albo własną myślą o nim. Bo prawda bywa gorzka: nawet gdy na pogrzeb przyjdą tłumy, warto zadać sobie pytanie, ile z tych osób poświęci ten czas na modlitwę za zmarłego, a ile odlicza, kiedy wypada już grzecznie się zwinąć. Zawsze jest wybór.
Kondolencje – wolno Ci odpuścić.
Jest taki moment, o którym mało kto mówi: długa kolejka ludzi ściskających Ci dłoń, a Ty stoisz i przyjmujesz kolejne „wyrazy współczucia”, choć w środku ledwo się trzymasz.
Dla jednych ta kolejka to wsparcie. Dla innych – czas, który wykańcza. I tu też masz wybór. Jeśli czujesz, że przyjmowanie kondolencji Cię przerasta, wolno Ci z tego zrezygnować. Można poprosić bliską osobę lub księdza, żeby uprzedziła, że rodzina dziękuje za przybycie i modlitwę, ale prosi o pożegnanie bez składania kondolencji. Nikt Ci nie wystawi za to oceny – a jeśli wystawi, to jego problem, nie Twój.
A potem wszyscy się rozejdą.
Pogrzeb się kończy. Goście wracają do swoich spraw, formalności powoli cichną, telefon dzwoni coraz rzadziej. Zostajesz Ty i cisza – i dopiero teraz, gdy opadł cały ten organizacyjny harmider, zaczyna się prawdziwe mierzenie ze stratą.
To nie znaczy, że coś jest z Tobą nie tak. To znaczy że żałoba ma swój rytm, inny niż kalendarz uroczystości. I że najtrudniejsze zwykle przychodzi wtedy, gdy wszyscy uznali, że „już po wszystkim”.
Jeśli poczujesz, że ta cisza po pogrzebie jest cięższa, niż potrafisz unieść sam – nie musisz nieść jej w pojedynkę. Sprawdź, jak wygląda wsparcie w życiu albo po prostu umów bezpłatną rozmowę.
Ściągawka na koniec – do wykorzystania kiedyś.
Gdy opadną emocje, przyda się prosta lista kroków. Naprawdę pilne są tylko trzy pierwsze – reszta może poczekać.
• Karta zgonu – wystawia ją lekarz, który stwierdził zgon. Bez niej nie da się zrobić nic dalej.
• Zgłoszenie zgonu w Urzędzie Stanu Cywilnego (właściwym dla miejsca zgonu), zwykle w ciągu kilku dni. Urząd wydaje akt zgonu – pierwszy odpis skrócony jest bezpłatny. Warto od razu poprosić o kilka odpisów, bo przydadzą się w kilku instytucjach naraz.
• Zakład pogrzebowy – może przejąć większość formalności i ustaleń (transport, ceremonia, cmentarz), a nawet część spraw urzędowych w Twoim imieniu.
• Zgłoszenie u pracodawcy – urlop okolicznościowy.
• Ustalenie mszy i informacja o niej (klepsydry, media społecznościowe, telefony).
• Zamówienie kwiatów, zdjęcie osoby która odeszła.
• Świadczenia – rodzinie przysługuje zasiłek pogrzebowy z ZUS (lub KRUS); wniosek składa się w określonym terminie, także przez zakład pogrzebowy. Warto sprawdzić też odprawę pośmiertną u pracodawcy zmarłego i sprawy w banku.
• Gdy brakuje środków – ośrodek pomocy społecznej może przyznać wsparcie na pochówek, a w trudnych sytuacjach zorganizować go na koszt gminy. Reszta – urzędy, spadek, rachunki – naprawdę może już być wolniej. Najpierw Ty. Potem reszta.



