Widzimy człowieka – a co niesie w plecaku?

człowiek a co niesie w plecaku

Mijasz człowieka na ulicy i w dwie sekundy masz o nim zdanie.

Nie dlatego, że jesteś powierzchowny. Dlatego że tak działa oko – najpierw wygląd, potem zachowanie i już gotowe. Nikt z nas nie ma rentgena w oczach. To oczywista oczywistość, a mimo to na co dzień o niej zapominamy.

Bo widzimy człowieka, ale nie widzimy, co ze sobą on niesie.

Widzieć a wiedzieć – czy to na pewno to samo?

To jest chyba najważniejsze rozróżnienie, jakie można zrobić w kontaktach z ludźmi.

Sąsiedzi widzą, jak żyjesz. Widzą, o której wychodzisz, jakim samochodem jeździsz, czy trawnik jest skoszony. Ale czy oni wiedzą, jak żyjesz?

To dwie zupełnie inne rzeczy. Widzenie to zbieranie faktów z powierzchni. Wiedza to rozumienie, co za tymi faktami stoi. I między jednym a drugim jest przepaść, której nie przeskoczy się wzrokiem.

Można patrzeć na kogoś codziennie przez pięć lat i nie wiedzieć o nim nic.

Czy znajomość faktów to już wiedza?

Wydaje nam się, że jeśli znamy czyjąś sytuację, to rozumiemy człowieka. Można wiedzieć, że ktoś jest rozwiedziony albo że się rozwodzi. Można wiedzieć, że ktoś jest sam albo, że jest owdowiały. Można wiedzieć, że pracuje albo że stracił pracę. I w wielu przypadkach mamy poczucie, że wiem, z kim mam do czynienia.

Ale czy to wiedza? Czy to pewna etykieta?

Znajomość faktu nie mówi wszystkiego o tym, co człowiekiem kieruje. Możesz wiedzieć, że jest samotna i nie mieć pojęcia, jak wygląda jej wieczór. Możesz wiedzieć, że kolega się rozwodzi i nie wiedzieć, czy to dla niego katastrofa, czy ulga po latach.

Fakt widać. Powód – nie. A to zwykle powód jest całą historią.

A czy ja jestem od tego wolny? Oczywiście nie.

Widzę kogoś przelotem – ubrany z klasą, wysiada z dobrego samochodu – i pierwsza myśl przychodzi sama: człowiekowi jest chyba dobrze. Nie zastanawiam się nad nią. Ona po prostu jest, zanim zdążę cokolwiek pomyśleć – podświadomość jest pierwsza.

Tak działa oko i nie ma sensu z tym walczyć. Ale kiedy pozwolimy sobie na chwilę refleksji, zadamy pytania zamiast twierdzeń, to perspektywa najczęściej się zmienia.

I to jest właśnie ta różnica: nie chodzi o to, żeby przestać patrzeć. Chodzi o to, żeby nie kończyć na patrzeniu, poświęcić czas, więcej pytać, a dopiero później oceniać.

Co nas oduczyło dawania ludziom chwili?

Coś, co robimy setki razy dziennie, w wielu przypadkach już nie zauważając tego, jak bardzo działamy podświadomie.

Przewijamy. Coś nie pasuje – dalej. Nie wciąga w pierwszych sekundach– dalej. Nie zgadzamy się z pierwszym zdaniem – dalej, dalej, dalej.

Rzadko zastanawiamy się nad całym przekazem i nad tym, co autor chciał powiedzieć. Sprawdzamy tylko jedno: czy mi to pasuje. Jeśli tak – zostaję. Jeśli nie – przewijam.

I to jest wygodne. Tylko że przestaje być wygodne w chwili, gdy tak samo zaczynamy traktować ludzi. Bo człowiek, którego przewinąłeś po pierwszym wrażeniu, nie miał nawet szansy pokazać, co niesie ze sobą w plecaku.

Co to zmienia w pracy?

Więcej, niż się wydaje.

Menedżer widzi, że pracownik spóźnił się trzeci raz w tym tygodniu. To jest widzenie – i to jest fakt, którego nie da się pominąć.

Może nawet wie, że ten człowiek jest po lub w ciężkiej sytuacji życiowej. To już fakt drugiego rzędu i większość na tym poprzestaje: aha, rozumiem, dlatego się spóźnia.

Ale to nadal nie jest wiedza. Bo nie wie, czy te spóźnienia to bezsenność, czy odprowadzanie dziecka, którym wcześniej zajmował się ktoś inny. Nie wie, czy człowiek się rozsypuje, czy właśnie z ogromnym wysiłkiem trzyma wszystko w ryzach – i te dziesięć minut to koszt tego, że w ogóle przyszedł.

Trzecie spóźnienie wygląda tak samo w każdym z tych przypadków. Ale może oznacza coś zupełnie innego.

I to działa też w drugą stronę. Zespół widzi lidera, który jest chłodny i skupiony na wynikach. Nie widzi, co on przyniósł dziś ze sobą – bo lider powinien wysłuchać innych, a sam zazwyczaj zostaje sam.

Więc co z tym zrobić, skoro rentgena nie ma?

Dobra wiadomość jest taka, że nic wielkiego. Nie musisz zgadywać, co ktoś nosi w sobie. Nie musisz się wczuwać, domyślać ani przeprowadzać śledztwa. Wystarczy jedna rzecz: daj człowiekowi trochę więcej czasu niż dalej, dalej, dalej.

Chwilę dłużej, zanim wyrobisz sobie zdanie. Chwilę dłużej, zanim uznasz, że już wiesz. Chwilę dłużej w rozmowie – tej, w której zamiast przejść do konkretów, czy pisać podczas niej maila –, pytasz „a jak tam u ciebie?” i naprawdę czekasz na odpowiedź.

To nie jest technika. To jest zwykłe zawieszenie własnego osądu na moment, który wystarczy, żeby ktoś zdążył coś powiedzieć.

Czasem nic nie powie. To też w porządku. Ale wtedy przynajmniej wie, że miał gdzie.

Plecak – zawartość nie znana.

Każdy coś nosi. Ty też – i pewnie ludzie mijający Cię dziś na ulicy nie mają o tym pojęcia. Widzą, że idziesz. Nie widzą, ile Cię to kosztuje.

I tak samo Ty patrzysz na nich. Nie ze złej woli – po prostu widzisz to, co widać.

Więc może warto zapamiętać jedno zdanie. Widzieć a wiedzieć to zupełnie różne rzeczy. Oko robi swoje w dwie sekundy. Ale reszta wymaga czasu, który trzeba komuś dać.

I jeśli sam niesiesz coś, czego nikt wokół nie widzi – i czujesz, że robi się ciężko – nie musisz czekać, aż ktoś się domyśli. Sprawdź, jak wygląda wsparcie w życiu albo umów bezpłatną rozmowę.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Ta treść jest chroniona prawem autorskim © Artur Kubis
Przewijanie do góry