Jak wrócić do pracy po stracie – przydatne informacje.

przyjście do pracy po stracie bliskiej osoby

Stoisz przed drzwiami do pracy i przeraża Cię to, że wejdziesz i za chwilę ktoś podniesie głowę znad biurka i na Ciebie spojrzy. Że w tym spojrzeniu będzie wszystko – współczucie, ciekawość, zakłopotanie. Że ktoś powie „dobrze, że jesteś”, a Ty nie będziesz wiedzieć, co odpowiedzieć. Albo że nie powie nic, i to okaże się też trudne.

Nikt Cię nie przygotował na ten moment. Dostałeś dni wolne, może kondolencje, może kwiaty. Ale instrukcji, jak przekroczyć ten próg z powrotem – brak. Więc spróbujmy ją tu określić.

Czego naprawdę się boisz, zanim wrócisz?

Zapytaj kogoś, kto wraca do pracy po stracie, czego się obawia – i rzadko usłyszysz „że nie dam rady z zadaniami”. Prawie zawsze usłyszysz coś innego: „boję się tych spojrzeń”.

Poczucie, że wchodzisz, a wszyscy już wiedzą. Że jesteś obserwowany – niezłośliwie, po prostu ludzie nie wiedzą, jak się zachować, więc zerkają. Że ktoś zapyta w kuchni przy kawie „jak się trzymasz?”, a Ty poczujesz, jak wzbiera fala, której nie chcesz pokazywać akurat tu i teraz.

To jest prawdziwy lęk powrotu – który potwierdza się w rozmowach z osobami, które obawiają się wrócić do pracy po stracie. Niezadania – bycie widzianym w swojej stracie przez tych, z którymi do tej pory dzieliłeś tylko projekty i żarty przy ekspresie.

I dobrze jest to sobie nazwać, zanim przekroczysz próg. Bo kiedy wiesz, czego naprawdę się boisz, przestaje to być bezkształtnym ciężarem, a staje się czymś, z czym można coś zrobić.

A jeśli praca jest właśnie tym, co Cię udźwignie?

Teraz rzecz, która brzmi wbrew intuicji, a okazuje się prawdą częściej, niż myślisz.

To samo miejsce, którego się boisz, bywa jedynym, które się nie zmieniło. W domu wszystko krzyczy o stracie – puste krzesło, cisza, rzeczy na swoich miejscach, których nikt już nie przestawi. A praca została taka sama. Ten sam korytarz, ten sam kubek, te same zadania, które robiłeś setki razy. Może system wymusi zmianę hasła – ale to zależy, ile Cię nie było.

I w tej niezmienności jest ulga, o której mało kto mówi. Kiedy całe Twoje życie stanęło na głowie, praca potrafi być jedynym punktem, który trzyma pion. Nie dlatego, że jest ważniejsza niż Twoja strata. Dlatego że jest znajoma – a znajomość daje grunt pod nogami, gdy wszystko inne się osunęło.

Dla wielu osób powrót nie jest, więc ucieczką od żałoby. Jest wyjściem z zamknięcia. Bo miesiąc w tych samych czterech ścianach, w których każdy przedmiot przypomina, często nie pomaga. Czasem przekroczenie progu pracy to pierwszy oddech innym powietrzem.

„Czy dam radę?” – dasz. Wolniej, ale dasz.

Dopiero później przychodzi kolejny lęk: a jeśli nie ogarnę obowiązków?

Popatrz na to spokojnie. To są te same zadania co wcześniej. Nie doszły nowe. Nie zmieniły się zasady. To jest praca, którą już umiesz – robiłeś ją, zanim wszystko się wydarzyło i Twoje ręce ją pamiętają, nawet jeśli głowa jest teraz gdzie indziej.

Daj sobie czas, aby iść wolniej. Możesz przeczytać ten sam mail trzy razy, zanim dotrze. Możesz potrzebować więcej przerw. To normalne i to nie jest cofnięcie – to praca na wolniejszych obrotach, nie brak umiejętności.

Pomyśl o kimś, kto wraca do biegania po długiej chorobie. Nogi pamiętają ruch, płuca pamiętają rytm – ale pierwszy kilometr i tak jest wolniejszy, i nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwie tego porażką. Nazywa się to wracaniem do formy. Z pracą po stracie jest tak samo. Nie stawiaj sobie poprzeczki sprzed straty. Wystarczy jedno zadanie. Potem drugie. Małymi krokami – bo tak właśnie wraca się do rzeczy, których przez chwilę się nie robiło. Nie skokiem, a krokiem.

Kiedy właściwie wracać?

Nie ma jednej dobrej liczby dni. Ktoś wraca po dwóch tygodniach, ktoś po miesiącu – i obie odpowiedzi mogą być słuszne.

Bo nie chodzi o to, ile czasu minęło, tylko o to, co się w tym czasie wydarzyło. Dwa tygodnie, w których zacząłeś oswajać stratę, dały Ci więcej niż miesiąc bezruchu przy zaciągniętych zasłonach. Jeśli ten czas był przepracowany – choćby w małym stopniu – albo jeśli udało Ci się wyjechać, odetchnąć innym powietrzem, zmienić na moment otoczenie, to jesteś w innym miejscu niż ktoś, kto po prostu przeczekał.

Sam sobie odpowiedz uczciwie: czy dłuższe siedzenie w domu naprawdę mi pomaga – czy tylko odsuwa moment, którego i tak nie ominę? Czasem odpowiedź brzmi „potrzebuję jeszcze chwili” i trzeba ją uszanować. A czasem brzmi „te ściany mnie już przygniatają” – i wtedy powrót jest nie przymusem, a ratunkiem.

Czego nikt Ci nie powie o powrocie do pracy po stracie.

Pierwsza: część ludzi będzie Cię unikać. Nie podejdą, nie zagadają, może nawet zmienią kierunek w korytarzu. I łatwo wziąć to do siebie – pomyśleć, że mają Ci coś za złe albo że im ciążysz. Prawda jest inna: oni po prostu nie wiedzą, co powiedzieć i boją się, że powiedzą coś źle. Ich milczenie to nie chłód wobec Ciebie – to ich własna bezradność. Mając tego świadomość, nie weźmiesz na siebie ciężaru, bo on nie jest Twój.

Druga: może być tak, że nie pierwszy dzień, ale trzeci tydzień okaże się trudny. Gdy dla otoczenia sprawa „już minęła”, współczucie wygasło, rozmowy wróciły do normy, a Ty właśnie teraz, gdy szok opadł, czujesz stratę najmocniej. Zostajesz z nią sam w miejscu, które zdążyło o niej trochę zapomnieć, bo przecież życie się nie zatrzymuje.

Jeśli będziesz tego świadomy, ten trzeci tydzień Cię nie zaskoczy – i nie pomylisz go z tym, że „coś jest z Tobą nie tak”. Z Tobą jest wszystko w porządku. To tylko rozjazd między tempem świata a tempem żałoby.

Kiedy już zdecydujesz, że wracasz, kilka rzeczy realnie ułatwia start.

Uprzedź jedną osobę. Zanim wrócisz, napisz do kogoś zaufanego – bliskiego współpracownika lub szefa – że przychodzisz i czego potrzebujesz: żeby było normalnie albo żeby na razie bez rozmów o tym. Jedna osoba, która wie, rozbraja połowę tych spojrzeń, których się boisz.

Pierwszy dzień zrób krótszy, jeśli możesz. Nie wracaj od razu na osiem godzin i pełen kalendarz. Nawet pół dnia to powrót. Chodzi o przekroczenie progu, nie o nadrobienie wszystkiego naraz.

Przygotuj sobie jedno zdanie. Na „jak się trzymasz?”, miej gotową odpowiedź, którą kontrolujesz – na przykład „dziękuję, powoli wracam do rytmu”. To Ty decydujesz, ile chcesz powiedzieć, niepytający.

Bierz jedno zadanie naraz. Nie patrz na całą górę. Wybierz jedną rzecz, zrób ją, potem następną. Wolniej to nie gorzej – to mądrzej.

Daj sobie prawo do gorszej chwili. Może przyjść fala – w kuchni, na spotkaniu, bez ostrzeżenia. Miej plan: wyjdź na dziesięć minut, przejdź się, zaczerpnij powietrza. Gorszy moment w pracy nie znaczy, że powrót był błędem. Znaczy, że jesteś człowiekiem, nie maszyną.

Dzień po dniu.

Nie musisz udawać, że nic się nie stało. Nie musisz też rozpadać się na oczach wszystkich.

Powrót do pracy po stracie dzieje się gdzieś pośrodku – w zwykłym dniu, trochę wolniejszym i trochę cięższym, który mimo wszystko dało się przejść. A potem w następnym. I to wystarczy. Nie musisz przejść przez to dobrze. Wystarczy, że przejdziesz przez to po swojemu.

A jeśli poczujesz, że samotność po powrocie jest cięższa, niż się spodziewałeś – albo że najtrudniejsze wcale nie są godziny w pracy, tylko to, co zostaje po nich – to naturalne i nie musisz nieść tego sam. Sprawdź, jak wygląda wsparcie w życiu albo po prostu umów bezpłatną rozmowę.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Ta treść jest chroniona prawem autorskim © Artur Kubis
Przewijanie do góry